piątek, 31 grudnia 2021

Dzień Oczyszczenia

 Miałam właśnie siadać do pracy, posprzątać chatę i mimo choroby - może też ogarnąć siebie i wejść w Nowy Rok ładniejsza, lepsza, z brakiem wielu rzeczy na głowie, które jeszcze są ze mną po ostatnich tygodniach "gorączki" pracowej.

Niestety. 

Ciężko mi jest się z Niego pozbierać. Taka ciągła walka ze sobą, niechęć, braku odwagi. Ciągłe niedokończone sprawy, lista na potem - coraz dłuższa i czekanie, na lepsze jutro. Jutro? A czy jutro będzie inne? 

Rok 2021 był dla każdego przyzwyczajaniem się do nowej rzeczywistości, dla mnie też. Tylko nie chciałam przyzwyczajać się do tego co jest teraz. To co też dał ten rok nie zostało wykorzystane poprawnie. Nie było wykorzystane pozytywnie, tak jak to miało wyglądać. Raczej: złość, lenistwo, wkurzenie, brak bodźców, które pomogłyby zrozumieć po co się staram. Bo po coś trzeba. Niekoniecznie po to, co wszyscy albo po to, co nieliczni tylko, po swoje. W końcu może życie ciężko powiedzieć, że ma jakieś większe znaczenie, jeśli nie robi się za dużo na rzecz przyszłej ludzkości - chodź i oni, po co mają się starać skoro możliwe ze za parę lat świat przestanie istnieć. Chyba najbardziej w tym wszystkim, w takim razie powinni się starać Ci co teraz dają coś ludzkości, dokładnie w tym momencie, który jest - no ale i tak wszyscy jakoś skończą, więc i oni mogą mieć chwile zwątpienia.

Dlatego postanowiłam, zamiast robić, to napisać (najgorsze co można zrobić, wyżalać się, ale nie działać), jakoś poczułam, że dzięki temu mogę się oczyścić. Pomimo tego, że wiem jak tu jest i tak nikt mnie nie przeczyta, co niekoniecznie ma dla mnie aktualnie tak duże znaczenie, ale może w kolejnym roku będzie już miało. Kto wie. Może odwaga zwycięży przed strachem oceny innych, którą nosze w sobie od zawsze. Może - to takie słowo klucz. Może pójdę na tańce, może pójdę na zajęcia, może wreszcie znowu zacznę szkołę (podyplomowe, studia - to już nawet nie jest "może"), a może uda mi się coś zmienić. Może wreszcie pokaże co robię i może uda mi się wreszcie skończyć ten jeb... obraz. Może uda mi się pokończyć więcej moich prac, może stanę się wreszcie trochę lepsza, może lepiej będę jadła i może będę znowu miała ładną linię, a może też zadbam o siebie, może będę się czuła lepiej ze sobą, a może przestane palić, a może... 

Myślę, że mogłabym tak wymieniać i wymieniać, chodź i tak już dużo wymieniłam. Co mnie gnębi? Ja. Jak zrobić, żeby się chciało zmieniać to "może" w "zrobię", "tak będzie", albo "tak zaraz będę wyglądała"? Niech jakiś coach mi powie coś, czego ja nie wiem i dlaczego wmawianie sobie, że coś zrobię nie daje tego, że coś robię? Jak wiele ćwiczeń, warsztatów i szkoleń muszę przejść, żeby zacząć działać w pełni, żeby cieszyć się tym? Żeby powiedzieć sobie, kurde - to życie jednak da się lubić w codzienności. 

Wiem, że jestem Polką, która niestety lubi dramatyzować, wszystko co najgorsze zawsze "wchodzi" najgłębiej. Chodź może się mylę i nie tylko my jesteśmy takimi pesymistami. Nie lubię generalizować, a jednak mimowolnie czasem to robię, szczególnie jeśli chodzi o pochodzenie, ale nie czytałam aktualnych badań więc nie powinnam się wypowiadać - to chyba tak działa, nie? Chociaż w naszym świecie tak zdecydowanie nie jest. Ludzie się wypowiadają, popadamy w ich manipulacyjną gierkę, a czasem to nie "twórcy" są źli, a ich słuchacze, którzy chcą w coś wierzyć. Czasem może się okazać, że po drugiej stronie stoi ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia co w danej chwili zrobił - robi viral, którego ciężko jest powstrzymać. 

Myślę, mówię i pisze chaotycznie. Dlatego ciężko jest mnie czasem zrozumieć. Przepraszam za moje marne słownictwo i zapewne okropną, nie składniową wypowiedź. Jeśli w ogóle ktoś to przeczyta. 

Ty, drogi czytelniku, który dotrwałeś do końca - gratki! Nie wiem czy sama bym dotrwała. 


Wracając do Nowego Roku - to mamy przed sobą 2022. Jak to wygląda, aż nierealnie.

Oby ten kolejny rok był miłą zmianą.

Mam tendencje do dopowiadania, chcę jak najprościej komuś coś wytłumaczyć, przełożyć, a wychodzi gorzej. Dlatego też nie będę teraz tłumaczyć owej "zmiany".


Pozdro! Trzymajcie się, ktokolwiek - Szczęśliwego Nowego Roku.



środa, 18 stycznia 2017

Chora na głowę.

"A gdyby tak to wszystko pierdolnąć i wyjechać w Bieszczady?"

Już nie mam siły. Ta codzienność, praca i ciągła nie moc sprawiła, że nawet jak mam wolne to chce mi się tylko leżeć i oglądać TV.... Pomijając fakt, że jestem chora kiedyś to wszystko tak nie wyglądało. Wolne od pracy było zbawieniem, nawet jeżeli przez parę pierwszych dni jest chrypa, jak u rockowca, kaszel - taki że płuca wołają "chcemy iść na zewnątrz!!!", a nos - nawet nie czułby, że w ogóle z niego jeszcze cieknie. Wtedy, gdy to wszystko było zbawienne, wiedziałam że za parę dni poczuje się lepiej, a wtedy?! Samotność przez część dnia, pisanie, malowanie, nowe pomysły w głowie co tym razem wymarzyć na przyszłość, co narysować teraz a co później, a może nowy look w pokoju? 

Minęło. Teraz, żeby zacząć łapać garściami wolne, bo przecież mam jeszcze hobby?? Oglądam stary serial "Skins" - może nie jestem już nastolatką i trochę inaczej przyjmuje pewne rzeczy, które się w serialu dzieją, ale jakoś tak otwiera mi trochę umysł. Ponownie. 

Chyba jednak nie na tyle, żebym mogła ruszyć się z łóżka. Żenujące. 

Nawet jak pomyślę, że chłopak przyjdzie dziś dopiero wieczorem do domu, przerażona myślę - co ja będę robiła?? A serce woła - "OGARNIJ SIĘ! Ucz się, czytaj, maluj, rysuj, masz dużo czasu możesz odświeżyć pamięć!" 

No i tak. Co teraz zrobię? 
Obejrzę kolejny odcinek i może później zajmę się tymi innymi rzeczami...

środa, 9 listopada 2016

Plan

Plan na życie.

Najpierw należałoby zacząć żyć pełnią :
depresję zamienić na malowanie
smutek zamienić na uśmiech
weekendy w łóżku na weekendy w ŁÓŻKU
jedzenie wszystkiego na jedzenie lepszego
wydawanie na dbanie o wydatki 
TV + nauka na zainteresowanie+nauke
pracę po godzinach na krótsze godziny pracy
brak dbania o siebie na ponowne dbanie o siebie
wieczorne siedzenie w domu na taniec i ćwiczenia

Tak dużo trzeba zmienić! chyba odpuszczę...
Też czujecie tą jesienną chandrę?

Wszystko to co wypisałam należałoby powoli wprowadzać, trzeba w końcu zacząć czuć się znowu atrakcyjnie, widzieć swoje pasje i efekty. Jakoś w liceum to wszystko lepiej wychodziło. :)

PONOWNIE czas na zmiany.


niedziela, 31 lipca 2016

Niby takie proste

Ponownie tutaj. Jak w domu.

Nie wiem co mam myśleć. O tym co jest, co będzie. Jak przemówić do siebie.

Mam 23 lata. Wydawało się, że jak się ma tyle to już decyzje przychodzą tak łatwo. Jest coraz gorzej, bo już te decyzje to nasze decyzje, które wpływają na naszą przyszłość. Nie wiemy czy robimy dobrze, nie jesteśmy w stanie ocenić czy to będzie dla nas dobre. Czy będziemy w stanie później jeszcze to zmienić?

To pytanie tak bardzo budzi uczucie grozy, że boimy się zaryzykować.

Nasze decyzje są też uwarunkowane tym jak żyjemy, jakie mamy doświadczenia i jakimi ludźmi się staliśmy. Więc czy to w ogóle my za nie odpowiadamy, czy tylko osoby którymi się staliśmy?

Skomplikowane.

Tylko dlatego, że ciężko mi pozbierać myśli.

piątek, 3 czerwca 2016

Ona czy Ja?

Gdzie jestem?

Zagubiłam gdzieś siebie, swoje ja. Uciechę z samotności z malarstwa, z rysunku czy też z tańca... gdzieś straciłam swoje "ja". Poszło sobie, wyszło, nie chciało się nawet pożegnać.

Brakuje mi Ciebie! Wróć do mnie moje "ja"! Potrzebuję malować nie tylko na klawiaturze. Tak bardzo już mi się nie chce, a jednocześnie tak bardzo mi Cię brakuje!

Próbuję, staram się, a ty się nie odzywasz. W głowie cały czas ta druga odgrywa największą rolę. Nie chcę jej aż tyle! Dlaczego nie chcecie się pogodzić? Co Wam staje na przeszkodzie? Jakbym wiedziała to mogłabym pomóc. Bo w tym momencie czuje się taka bezradna. Na to już nie ma tabletki, nie ma pigułek na wewnętrzne rozterki. No chyba, że psychotropy, ale wydaje mi się, że wtedy już nie byłoby żadnej z nas.

To już nawet nie jest brak motywacji to jest brak chęci na motywacje... dziwne słowa.

Czy robię się zrzędzącą babą, pracoholiczką, w "fotelu" z pilotem w ręku i puszką piwa?

Brak równowagi, więcej myślenia co "my" niż co "ja". Błąd. Za młoda jestem na to.
Tylko jak to teraz zmienić??????

To, jak z rzucaniem palenia. Nawet z tabletkami. Czujesz, że będzie ci czegoś brakowało... Dlatego tak boisz się przestać.


wtorek, 15 grudnia 2015

A gdyby tak ...

Przyszedł taki czas w którym zastanawiamy się co dalej... czy jesteśmy w odpowiednim związku? Czy na pewno to jest to? Czy nie powinniśmy być z kimś innym?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi jeżeli jest sie z kimś długo.
Podsumowując mój związek chciałabym trochę zmienić... czuję czasem jakbym była z chłopcem a nie mężczyzna.

1. Odpowiedzialność :
Praca - podejście typu "jak mam ważniejsze sprawy w tygodniu to co tam, można wziąć uż zamienić się na sobotę"
Dom - sprzątanie, elektryk - bo od tygodnia coś nie tak, rachunki etc. - czy to wszystko powinna robić kobieta?
Zadbanie o przyszłość - nauka - nieznaczy nic w dzisiejszym świecie - może i tak ale chyba czasem trzeba się jakoś dostosować ?
Zdrowie - alkohol, jedzenie na mieście, brak ćwiczeń - to również odpowiedzialność
Długi - jasne! Lepiej wziąć konsole, bo długi poczekaja

2. Dbanie o kobietę
Niespodzianki - jesteśmy kobietami, czasami, lubimy niespodziewanego kwiatka, kolację, prezencik, wieczór
Planowanie - wakacje?! "Przecież będą za parę miesięcy..."

I najgorsze co można usłyszeć od faceta po paroletnim związku - jak byśmy jeszcze byli ze sobą dłużej, małżeństwo, dzieci - to będziemy mieszkać z moją mama... wtf?  I w tym momencie zburzylo się kawałek muru. Zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim...

Oczywiście to wszystko co napisałam jest pewnie gdzieś tam wygórowane, a wady w dużej mierze przycmiewa szczęście, bo mimo tego jest nam dobrze - ale co dalej... już nie mlodnieje, jak ryzykować to teraz.

Buźka!

sobota, 21 listopada 2015

ZIrytowana

No i dlaczego o tym cały czas myśle?
Zastanawiając się czy to ze mną jest coś nie tak?
Nie wiem nawet do kogo mam napisać… Czuje się jak idiotka. Szczególnie przed jego kolegami, a nie powinnam – sam twierdzi, że to on ich nie rozumie. To dlaczego jest dla niego tak istotne, żeby był sam?

Zdradę wykluczam – znam go, ufam mu. Raczej nie odważył by się. Chce być sam bo? Bo koledzy się krzywo patrzą jak z nim przychodzę? Bo mnie nie lubią? Bo jak on jest sam to inaczej się zachowuje? Myślę, że to ostatnie.

Najbardziej mnie zirytowało jedno zdanie „jak będziesz chciała wracać wcześniej to ja z tobą nie wracam” – jakby powiedział „ide się najebać – nie przeszkadzaj!”.
Kurwa rozumiem męskie ego, męskie towarzystwo – ale to takie pierdolenie…
Nie bronię wychodzić na mecz z kolegami (czasami z koleżankami) , nie bronie w tygodniu się spotykać z kumplami, nie bronie mu w ogole wychodzić z domu. Nie jestem kurwa snobką, która nie pozwala mu wyjsć. Wyłazi co tydzień, a jak nie wyjdzie w jednym tygodniu to albo mi wypomina, albo idzie się najebać podwójnie. Nawet tego mu nie bronie – ale nie rozumiem! Bez kitu nie rozumiem.

Jak mam się spotkać ze znajomymi to pytam czy nie chciałby, jak on wychodzi to też pytam znajomych czy czegoś może nie robią – pech chciał że mam wielu znajomych w rozjazdach na weekendzie. Więc jak nie ma moich, a wyrażam chęć wyjścia – to czemu nie pójść z nim? Dlaczego on tego nie kuma? Chciałabym poznać jego stronę, ale on nawet nie ma ochoty o tym pogadać.
Jeszcze jakby mi się nie chciało, miałabym coś innego –i kazałabym mu zostać w domu, to okej rozumiem, byłabym zimną suką. Ale jeśli wie, że siedzę w domu, nie mam się z kim spotkać i nie mam nic przeciwko wyjściu – to o co chodzi? HELP ME! Bo ja nie kumam. CO jest ze mną nie tak? A może to nasz związek jest chujowy? A może on jeszcze do tego nie dorósł? Albo nie wiem… już nie wiem.


Musiałam się wylać gdziekolwiek! 
Pozdrawiam,

sobota, 18 lipca 2015

Rzeczywistość a Marzenia

Hej,

Drodzy czytelnicy piszę do Was, bo trochę się zagubiłam.

Nie bardzo wiem, w którą stronę skręcić, dlatego cały czas idę prosto, ale czy to dobra droga? Nadal się zastanawiam.

Może trochę Wam przedstawię siebie, dawno tutaj tego nie robiłam. Wyrażanie emocji, bez żadnego przedstawienia, całkowicie anonimowo jest bardzo przyjemne, bo mimo braku jakiejkolwiek wiedzy o sobie nawzajem możemy sobie radzić oraz przedstawiać swój pogląd na czyjąś sytuację. Ja jednak dziś zdradzę skrawek swojego aktualnego życia i siebie.

Jestem młoda (a przynajmniej tak mi się zdaje) , dopiero na trzecim roku studiów zaocznych, kierunek - architektoniczny (nie będę się wdawać w szczegóły), studiuję to ponieważ kierunek ten kierunek z rysunkiem był najtańszy. Pracuję w dużej korporacji od prawie 2 lat (uważam, że jak na mój wiek mam dobry start), wcześniej w sklepach, kocham taniec (mimo, że go nie rozwijam), kocham rysunek (czasem coś narysuję). Mam chłopaka, który mnie kocha, chodź ciężko ostatnio jest mu z okazaniem tej miłości i nie piszę tutaj o słowach. Uwielbiam podróże, mimo że praca, szkoła i finanse nie pozwalają na razie na ewentualne wyjazdy zagraniczne. Poświęcam się w 100% .... problem tylko leży w tym, że chyba nie temu co powinnam.
Zdaje sobie sprawę z tego, że większość osób nie robi tego czego by chciało, wiem także, że jestem młoda i mogę wszystko zmienić. Na razie trzeba skończyć szkołę, wskoczyć na wyższe stanowisko. Tylko chwilka - jak wejdę wyżej to czy będę chciała zejść?? Czy za rok po skończeniu studiów zdam sobie sprawę, że nie tego szukam i wyjadę szukać dalej (jak planowałam), czy będę dążyła do jeszcze wyższego stanowiska, zatracę się tak, że nie będzie mi ciężko wyjść, bo będzie mi na tyle wygodnie, że już zapomnę o tym czego chciałam, jak planowałam? Czy zostanę kolejnym niespełnionym człowiekiem z wielkimi planami, który bał się, bo ktoś mu coś powiedział, bo tak jest łatwiej? Cholernie się tego boje. Czy Wy też?

Właściwie czemu teraz o tym pisze? Gdy zaczynają się problemy to myślisz co tak naprawdę jest nie tak. Czy to coś z Tobą? Czy z innymi? Czy po prostu dorastasz?

W ten letni (nie wszędzie piękny) dzień kończę mój wywód. Jeśli ktoś ma ochotę przyłączyć się do mojej życiowej rozkminki to zapraszam. Tymczasem się żegnam.

Jeżeli ktoś lubi chillstepy to polecam : https://www.youtube.com/watch?v=5NO4l6znZg4

sobota, 23 maja 2015

Jak to jest z facetami?

Dziś dość nietypowy temat, jak na mnie. Raczej nie zwierzam się z problemów związkowych, ani nie narzekam na facetów. Nie obrażam ich, ani nie grupuje - tym razem, w którymś momencie mogę to zrobić. Jeśli tak to z góry przepraszam. My - kobiety, też nie jesteśmy idealne.

M - Hej Kochanie i pa kochanie. Wychodzę na balet z kolegami.
K - Mogę iść z Wami na piwo? Później Was zostawię, bo i tak muszę wracać się uczyć.
M - Nie. Idę z kolegami.

Która z Was to zna? Bądź który z mężczyzn słyszał podobne słowa od dziewczyny? 

Odpowiedź : Większość kobiet i niewielu mężczyzn.

Teraz druga sytuacja:

M - Hej Kochanie i pa kochanie. Wychodzę na balet z kolegami.
K - O której wrócisz? Nie przychodź pijany!
M - Ok...
K - <wnerw>

Która z Was to zna? Bądź który z mężczyzn słyszał podobne słowa od dziewczyny? 

Odpowiedź: Większość kobiet i większość mężczyzn.

Nie chcę nikogo obrażać, po prostu tak już jest. Denerwujemy się, bo wychodzą... bo wrócą najebani (bo zwykle wracają)... bo nie siedzą z nami w domu... itd.
Niestety oni aż tak nie cierpią, jak my wychodzimy. Mają chwilę dla siebie, mogą sobie pograć, albo wyjść do swoich znajomych... chwila oderwania od siebie. Dopiero po którejś godzinie zaczynają się denerwować - po prostu się martwią (naturalne).

Dlaczego tak jest?

Nie potrafimy się zrozumieć?
Nie umiemy ze sobą imprezować?
Chcemy żyć osobno, a jednak razem?

Why?

Faceci mają dość proste myślenie:
- najlepsza impreza (jeśli ma dziewczyne) = testosteron (koledzy);
- widzi się z dziewczyną codziennie (głównie jeśli mieszkają razem) = teraz może zabawić się jak ona nie patrzy;
- jak ona wyszła = to on ma absolutne pozwolenie na wyjście
- widzi się z dziewczyną codziennie = nie musi być codziennie z nią (w końcu można się widzieć tylko w nocy, ale widzieć)
- przyjaciele kobiety = po co ma poznawać znajomych dziewczyny, jak ma swoich
- przychodzi z kobietą na imprezę = chłopaki pomyślą, że: pantoflarz!!
- pije z kobietą = chłopaki pomyślą, że: pojeb! Tyle dupek w koło!



Generalnie nie chce obrażać facetów, my również mamy często dość przewidywalne zachowania. Szczególnie, jak panowie wychodzą. Tylko zastanawiam się nad jedną sprawą: Dlaczego balować osobno, jak można razem?

Rozumiem, że czasami trzeba wyjść z kolegami. Rozumiem, że kobiety chcą wyjść z dziewczynami. Tylko jak już facet widzi się z kolegami i koleżankami... i odwrotnie jak my widzimy się z kolegami i koleżankami - nawet jeśli nie mają dziewczyn/chłopaków. To co??

Przerażające prawda?
Czy my aż tak jesteśmy przesiąknięci tą przywieszką (kobiet/mężczyzn), że tak ciężko nam się odczepić od tego? Przecież w gruncie rzeczy jesteśmy bardzo podobni... kobiety - największe flirciary, mężczyźni - największe pijaki...

Osobiście mam więcej kolegów niż koleżanek. To mnie wcale nie boli, wręcz odwrotnie - lubię pić, bawić się, szaleć z facetami (tylko kolegami). Tylko zastanawiam się, czemu w związku nie potrafię tak jak z nimi. Próbuję to zrozumieć po prostu... uważam, że głównym prowokatorem tego są jego koledzy (przekonani, że jak z dziewczyną to pantoflarz), ah... no i jeszcze wychowanie. Jeśli wybranek miał kobiety, które rzeczywiście: od razu chcą wracać do domu (po lekkim wstawieniu partnera), nie pozwalają się pobawić, nie rozmawiają z nikim innym tylko obserwują wybranka...

Widzicie... a później rozrywkowa dziewczyna ma prze... jeśli chce wyjść z facetem na miasto. Dostanie taką przylepkę i koniec...

Mam nadzieję, że nikogo nie obraziłam.
Pozdr,


niedziela, 29 marca 2015

Zwykłe życie i zwykłe problemy

Witam wszystkich czytelników! (o ile jeszcze ktoś tu zagląda)

Rzadko tutaj bywam, ale piszę jeśli mam taką wewnętrzną potrzebę i ochotę. Właśnie nadszedł ten czas. Już od paru dni zbieram się, żeby wreszcie zostać sama z laptopem i muzyką.

Przerywnik: Ahh... akurat włączył się sundtruck z "Amelii" (jeśli ktoś jeszcze go nie słyszał to polecam!)

Mam już prawie 22 lata... mam bloga od 16-stego roku życia. To taka terapia wewnętrzna. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Gdy jest najgorzej, albo najlepiej, bądź masz jakąś filozofię, z którą chcesz się podzielić to lądujesz tutaj. Wspaniałe. Nie wierzyłam, że w wieku 22 lat będę jeszcze lubiła tutaj pisać. Chyba nigdy mi się to nie znudzi. Ewentualnie, gdy pójdę na kozetkę do zwykłego psychoanalityka. Na razie mnie na to nie stać.

Mowa wstępna w ogóle nie dotyczy dzisiejszych przemyśleń, ale to tak po prostu przychodzi. Samo.

Przerywnik: Pies mi chrapie ! :P

Byłam ostatnio na skraju załamania nerwowego. Od paru miesięcy nie mogę się zebrać w sobie i wykrzyczeć co mi leży na sercu. Nawet nie wiem z kim porozmawiać. Z jednej strony mnie osądzają, z drugiej uważają że to moje życie i mam robić co uważam... a ja dalej nie wiem. Nie jest łatwo przekonać ludzi do czegoś, czego sama pewna nie jesteś.
Pewnie zastanawiacie się o co mi tak naprawdę chodzi (albo i nie). W moim życiu właśnie zaczął się okres, w którym wybory mają już konsekwencje. To już nie są problemy typu: może pójdę dziś do szkoły, a może nie, bądź będę chodziła z tym chłopakiem, albo jednak nie. Teraz to już jest poziom wyżej: mieszkać z chłopakiem, którego się kocha? Albo lepiej: myśleć, jak siostra czy koleżanka, które twierdzą, że jeśli przez parę miesięcy nie wyprowadziliśmy się przez jego pracę to znaczy, że nie jest na tyle dorosły. Ehh... i komu teraz ufać? Sobie, czy im?
Może miłość jest ślepa, ale czy aż tak? Czy do tego stopnia jestem zakochana, że nie mogę powstrzymać myśli, że w końcu będzie dobrze. Przecież musi być. Prawda? Miałam już chwilę zawahania, ale po każdej rozmowie z nim mijają... Mimo, że wiem. Czasem robi głupio. Nie pomyśli o KONSEKWENCJACH. Tylko czy to miałoby zaważyć na tym, żebym już mu nie wierzyła? Wiem, że oddałby mi pół świata jeśli by mógł. Czy mi się tak tylko wydaje? To wszystko mnie tak przerasta. Ostatnio.
Praca nie pomaga, mieszkanie, z którego już dawno powinnam się wyprowadzić (słyszę w głowie tylko: mija kolejny miesiąc, a ty nadal tu!) i jeszcze ta niechęć... do nauki, do ćwiczeń, do rysunku. Jak robot podążam do pracy, wracam z pracy, staram się uczyć i idę spać. Wciąż czekając na telefon: kochanie możemy wyjść z tego bagna! dostanę normalną wypłatę, pakuj się!

Dziwnie to wszystko wygląda co?

Tylko co ja mam robić? Czekać na te słowa, które tak bardzo bym chciała usłyszeć? Czy układać sobie życie inaczej? Wiem, że nie mogę czekać... ta decyzja pociągnie za sobą sznur konsekwencji. Może być lepiej lub gorzej. Na co się zdecydować? Aż wreszcie pytanie: ile miesięcy/lat trzeba czekać, żeby było lepiej?

Właśnie doszłam do momentu, w którym ważne chwile w moim życiu przypływają do mojej głowy niczym rzeka wpływająca do morza. Słyszę głosy, które mówią: "mogło być lepiej"; "postaraj się bardziej"; "wyszło wspaniale, ale popraw jeszcze to i to..."; "świetna robota! ale możesz dołożyć jeszcze to"; "dobry pomysł, ale przemyśl to jeszcze"; "starałaś się, ale to chyba nie jest praca dla Ciebie"; no i : "czy uważasz, że to na pewno odpowiedni mężczyzna dla Ciebie?" itp. Przeciętność mnie dobija! Moje wygórowane ambicje, które zawsze zostawały spalane żywcem przez te wszystkie słowa. Wtedy zastanawiasz się co z tobą jest nie tak? Dlaczego nigdy nie możesz być w czymś naprawdę dobra, żeby ktoś nie musiał Cię poprawiać, czy patrząc z politowaniem, mówić: "przykro mi, ale sama wybrałaś". Na początku to jeszcze nie było nic złego, normalna sprawa... później stwierdziłam, że po prostu trudniej mi wszystko przychodzi, niż innym... a teraz? W wieku 22 lat wciąż robię to samo. Dążę do tego, żeby wreszcie ktoś mi powiedział: "Nie spodziewałem się tego. Naprawdę Ci się udało!"; "Widzę, że jesteś szczęśliwa. Dobrze wybrałaś!" bądź "Jesteś w tym naprawdę dobra!". Myślicie, że doczekam tego momentu?

A: Myśl pozytywnie!
B: Jak mam myśleć pozytywnie w takiej sytuacji?
A: Dlaczego masz nie myśleć pozytywnie w takiej sytuacji?
Co Ci pozostało?
B: Złość, smutek, czekanie na lepszy czas...
A: I myślisz, że tak będzie Ci lepiej? Że coś zmienisz?
B: Nie...
A: To po co? Gdy jest źle pozostaje tylko miłość i myśl, że będzie lepiej.
Po deszczu wychodzi tęcza...

Powyżej fragment rozmowy:
A - mój chłopak
B - Ja

Dziękuje za to, że jesteście!
Śpijcie dobrze i próbujcie myśleć pozytywnie (ja też spróbuje) ! :*



niedziela, 16 marca 2014

Kiedyś było inaczej

Wiem, że życie składa się z paru etapów (pisząc o standardowej kolejności). Szkoła podstawowa, później gimnazjum, liceum i studia... dla wielu z nas ten ostatni etap z wymienionych jest często po prostu kolejną szkołą, melanżami, tylko zazwyczaj z innymi ludźmi i gdzieś indziej. Dla niektórych jest to wybieranie swojej drogi, tego co będzie dalej i co chcemy obecnie żeby było. Jestem w tej drugiej części.

Nagle zabrakło chęci na wszystko, zmęczona po kolejnym dwutygodniowym ciągu po prostu leżę. Oglądam TV, przeglądam internet, nie mam weny i cały czas jem. Raz na jakiś czas wyjdę z psem. Czy tak powinien wyglądać wolny weekend? Nie. Przede wszystkim odpoczynek od komputera by się przydał, bo i tak codziennie 8 godzin męczę oczy.

Już moje myślenie nawet nie jest takie jak kiedyś. Zmiana pokoju wygląda inaczej, a mój wolny dzień wygląda jakbym była chora.

Życzę Wam większej chęci!
Nie poddawajcie się i walczcie!

... bo mi czasem brak na to siły i ochoty...

Pozdrawiam :*

niedziela, 12 stycznia 2014

Takie szczescie.

Pelno emocji budzacych sie do zycia, ktorych nie znalam do tej pory. Nie wiedzialam ze kiedys cos takiego ze mnie wyjdzie. Niesamowite, wrecz abstrakcyjne zachowania...
To nie kolejna nudna opowiesc o milosci to po prostu oszolomienie soba. Ile mozna wylac z siebie do drugiej osoby, jak bardzo mozna sie przywiazac?
Nie zdawalam sobie sprawy z tego, jak to wyglada. Teraz po czasie juz chodz czesciowo wiem. Dziwne zarazem niesamowicie piekne. Jesli jeszcze ktos tego nie poczul, zycze z calego serca, zeby kiedys mial ta przyjemnosc. Nie do opisania  ...

Polecam. Wtedy jest szczescie. Nawet jesli z reszta spraw jest zle.

czwartek, 21 listopada 2013

Odczucia

Ostatnio jakoś nie mam weny na pisanie, ale postanowiłam się przemóc i spróbować...
Dużo się u mnie dzieje, zmiany, nauka, myśli, zmiany... itd.

Tytuł: "Oddech samotności"
Zastanawiające jak łatwo i szybko można się od kogoś odsunąć. Nie patrząc na tą osobę długi czas, mało rozmawiając, nie spędzając czasu. Aż chciałoby się powrócić do czasów, gdy nic Cie nie obchodziło i można było pójść, pobawić się, poznać kogoś, tak bez większych granic. Smutne, że przez brak czasu- psujemy. Tylko, żeby nie było za późno, aby to naprawić...

Smutno mi. 

Tytuł: "Fizyczny mętlik"
Wciąż głucho... boli i wiruje, a nadal  nie wiadomo o co chodzi. Badania odbieram niebawem.
Po za bólem występuje też inna fizyczność, która wiąże się z samotnością. Chodź ta nie jest tak kłująca i da się ją szybko wyleczyć, to ostatnio nie mam możliwości wzięcia leku.

Boli mnie.

Tytuł: "Budowanie przyszłości"
 Zmiana. Jestem ciekawa czy nowe będzie lepsze od starego. Jestem przerażona początkiem: cięzkiej, pełnej wyzwać, nauki i samozaparcia pracy. Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Jeśli nie ryzykujesz to nic nie masz.".
Zaryzykowałam.

Boje się.

Pozdrawiam:*


piątek, 25 października 2013

Poszukiwania

 Pomógł mi w pewien sposób wyjazd. Nie mogę już patrzeć na to miasto, na tych ludzi, na siebie, a jednak... staram się znaleźć coś co pomoże mi w poszukiwaniach samej siebie. Może to jeszcze nie jest odpowiednia motywacja. Cały czas błądzę, moje myśli jeszcze nie są ukierunkowane na dobry tor, ale staram się, chodź wiem, że jeszcze za mało. Nie mam już może tylko negatywnego nastawienia (przez wyjazd), ale dobrego też jeszcze nie. 

Teraz powinnam siedzieć nad książkami, robić projekty do szkoły, malować, szukać pracy, tańczyć, a leże na łóżku z paczką chipsów i czekam aż za godzinę będę musiała wyjść z domu do pracy... i niby mam tyle planów, tak dużo do zrobienia i do zmiany a nie mam na to siły. Jak znaleźć tą motywacje? Wiem, że jeśli jej nie znajdę w najbliższym czasie wróci... wróci to, co przez ostatni czas przed wyjazdem mordowało mnie: psychicznie i fizycznie. 

Nie mogę bezczynnie czekać na cud, ale jak się do tego zabrać?
Pierwszym krokiem było zapisanie się na fitness, tylko do kolejnych kroków potrzeba czegoś więcej...
Wiem, że tego wszystkiego chcę, żeby żyć! Czuć to życie. 


piątek, 18 października 2013

Żałosna

Nic mi nie wychodzi. Nie mogę się skupić. Utknęłam w jednym miejscu.

Może przez pogodę, może przez to, że nadal nie wiem co mi jest- jestem nierozgarnięta, ale czy przez pogodę od dwóch miesięcy nie chce mi się spotykać z ludźmi, czy przez zdrowie wolę siedzieć w domu, siedzieć sama ze sobą i ze swoją głową, która płata mi figle? 

Zapominam cały czas, lęk przed wychodzeniem z domu, przed ludźmi, przed krokami w przód zamiast cały czas w tył. Ostatnio nie potrafię inaczej. Blokuje mnie wszystko co mnie otacza, źle się czuje, nie wiem czego chce. Czym to wszystko jest spowodowane? Marze o spokoju, o małym domku w górach, albo o znalezieniu dobrego punktu w tej całej rzeczywistości. Mówię i nie wiem co powiedziałam, gubię się, jestem mordercą samej siebie.

"Spójrz na pozytywne strony."
"Co sie z Toba dzieje?" 
"Pomogę Ci tylko powiedz czego chcesz."
"Jak długo musisz wszystko układać?"

Kocham bliskich, ale w odpowiedzi mogę tylko powiedzieć:
Pozytywów na razie nie mogę znaleźć.
Nie wiem. 
Nie potrafię określić czego chce. 
Jeszcze potrzebuje czasu. Ile? Nie jestem w stanie powiedzieć. 

Chyba potrzebuje pomocy.

poniedziałek, 14 października 2013

Obowiązek

Czego chce?
Zmienić prace.
To co Cię powstrzymuje?
Praca...

Nie ma. Nie mam gdzie się podziać. Już nie chcę tej, w której za bardzo się zatracam. Nie mogę nic zrobić, nie mogę nic zaplanować, nie mogę się spełniać... Chcę żyć, ale jak? Cały czas albo praca albo szkoła. Nie ma nic innego istotnego. A co z marzeniami????? Co z hobby?! Nie ma kiedy. Nie mam czasu na spełnianie tego czego chcę. Niestety musze tam być. Muszę póki nic innego nie mam.

Uwierzcie. Praca zmianowa zabija wszystko, wszystkie marzenia i cały płomyk studiów.

sobota, 12 października 2013

Pochmurnie

Jak zacząć?
Jak stworzyć to wszystko?
Jak kierować?
Jak trafić do celu?

Czekam na ten moment, żebym mogła zacząć działać. Wszystko pomału, czekam na to nastawienie/przestawienie. Spokojnie do wszystkiego dojść. Czuć się dobrze w tym co robię. Żeby to było takie proste, jak się wydaje. Poczułam to, że moge dużo zrobić. Jeszcze trochę. Poudaje jeszcze trochę, że mi tu dobrze, a później znikne. Zniknę w swoim świecie, który otworzy się na innych ludzi, który sprawi, że poczuję się szczęśliwa, który będzie moim życiem... 

Śniadanie, kawa, papieros i do pracy. Znowu 10 godzin patrząc na różnych ludzi, szczególnie na tych, dla których życiem jest tylko konsumpcjonizm. Więcej, bardzo dużo, niewyobrażalnie wielu ludzi ma ten sam cel. Mieć pieniądze, dobrą pracę, dom (bez kredytu), najlepszy samochód.Powodzenia. Ja się do tego nie nadaję. 

Pozdrawiam :*

czwartek, 10 października 2013

Podsumowanie stanu

Wróć.
Jeszcze raz zaczynam.

Właśnie przebyłam ciekawą rozmowe. Dawno z siostra nie rozmawiałam. Brakowało mi tego.
Tylko to było co innego. Inaczej brzmiała, inaczej była odbyta, jakby jej w ogóle nie było, przysnilo mi sie?

Nie... to nie był sen. Właśnie dostałam "pozwolenie" na spełnianie marzeń, bądź szukanie siebie!

Teraz mam cel. Czas zacząć działać. Mam nadzieje, że już niedługo będę mogła wam napisać: "Wracam! Teraz dążę do tego czego chce! Właśnie to robie, pomału, ale robię!"

Czas na przejście ze stanu egzystowania do życia!

Myślicie, że jestem taka silna? Że dam rade??
Sama nie wiem co robie i już nie kontroluje swoich myśli, ale może to właśnie one sprowadzą mnie wreszcie na dobry tor?

Miałam napisać o tym, że przez mój stan (który ciągnie sie już jakiś miesiąc/dwa) cierpią też najbliższe mi osoby. Nie widziałam tego, bo przejmowałam się, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, jak isc, a teraz.... przez jedną rozmowę! Jedna rozmowa dała trochę. Ciekawe na jak dlugo i czy w ogóle coś zdziałała, ale czas pokaże. Nie chce tracić czasu. CHCE ŻYĆ! 

czwartek, 3 października 2013

Zgaszony płomień

Teraz już wiem. Wypalam się. Nic mnie nie cieszy, nawet te rzeczy, które zawsze sprawiały mi przyjemność. Cieszę się z chwil, z ludzi obok, z tego, że mogłam ostatnio zacząć znowu życie na blogu i z tego, że mogłam trochę pomalować i obejrzeć parę ciekawych filmów... tylko, że coś sprawia, że nadal jestem smutna. Nadal czuję, ze to nie moje szczęście.
Nie chce wracać do pracy, a muszę. Nie chcę znowu tej codzienności, bez czterech ścian. Nie chce mi się nawet wyjść teraz z domu wiedząc, że dziś zakończyłam moją wewnętrzną wędrówkę na jakiś czas. Mam tylko nadzieję na to, że będę teraz powracała do niej częściej. Teraz wiem, że muszę, bo inaczej nie dowiem się co sprawi, żebym znowu poczuła ten płomyk.

Nadal nie wiem co mi jest, ale to okaże się z czasem. Pozostaje czekanie. Oby to tylko nie było nic co zniszczy mi ten świat, który układam sobie w głowie, bo powoli dochodzę do tego co może mnie "uratować", co mi pomoże.

Czekam na przełom w mojej duszy i głowie.

Życzcie mi powodzenia.

środa, 2 października 2013

III. Stres i przerażenie

Nie wiem co się dzieje. 
Jestem przerażona. 
Tylko, żeby tego nie było... 
Znowu stres.

Moje wnętrze (akurat teraz nie chodzi o uczucia) buntuje się. 
Negatywny. 
Ale nadal brak. I co? 
Stres mnie pożera... a ja nie wiem co robić.
Głowa wariuje, myśl o powracającej chorobie też.
Bo jeśli negatywny. To nawrót tego gówna jest chyba jedynym wyjaśnieniem.

Czekanie...
czekanieczekanieczekanieczekanieczekanieczekanieczekanie.
Humor?
Nie najlepszy. 

Powrót do żywych po chorobie?
Nie chce o tym myśleć. Jest mi dobrze tu, samej, bez pośpiechu i wkurwiania.